451 stopni Fahrenheita - Ray Bradbury

Ta wredna telewizja...

Forum do zamieszczania recenzji.

Moderator:Elmo

Awatar użytkownika
Krakov
Arystokrata
Posty:1967
Rejestracja:2010-07-27, 21:44
Lokalizacja:Stąd

451 stopni Fahrenheita - Ray Bradbury

Post autor: Krakov » 2020-07-23, 20:55

Ray Bradbury - 451 stopni Fahrenheita

gatunek: science-fiction, antyutopia
liczba stron: 218

Obrazek
Bliżej nieokreślona przyszłość, a może alternatywna wersja czasów obecnych (biorąc pod uwagę, że jest to powieść z 1953 roku). Stany Zjednoczone są światową potęgą i prowadzą kolejną ze swych licznych wojen. Po niebie latają samoloty z bronią nuklearną. Czy jednak obywatele są choćby zaniepokojeni tym faktem? Otóż nie. Kultura masowa przemawiająca z ekranów zajmujących całe ściany przekonuje ich, że wszystko jest w najlepszym porządku. Emitowane przez całą dobę interaktywne telenowele są puste i nieskażone głębszą myślą, ale angażują i zapewniają wszystkim złudne poczucie szczęścia. Samodzielne myślenie w ogóle nie jest mile widziane, a żeby nie kusiło nikogo by wejść na tę ścieżkę zakazane zostały także książki. A jeśli ktoś się nie podporządkuje? No cóż... wypadki się zdarzają...

Główny bohater, Guy Montag, jest strażakiem i jak wszyscy jego koledzy zajmuje się oczywiście... paleniem książek. Lubi swoje życie i swoją pracę, w końcu "przyjemnie było palić". Wszystko się zmienia, gdy poznaje nową sąsiadkę - nastoletnią Clarisse. Dziewczyna jest zupełnie inna niż wszyscy ludzie jakich Montag do tej pory znał. Jej sposób bycia i zadawane przez nią pytania sprawiają, że sam zaczyna się zastanawiać nad wieloma sprawami. Tylko dokąd go to zaprowadzi?

Od razu uprzedzę, że nie jest to historia pełna akcji i fajerwerków. Główny bohater nie biega z bronią po mieście i nie staje na czele rewolucji. Ani okoliczności temu nie sprzyjają, ani on nie jest do tego odpowiednią osobą. Montag po prostu próbuje ogarnąć to wszystko rozumem i... przetrwać.

Powieść Bradbury'ego to z troszkę krytyka systemu totalitarnego, ale w przeważającej części krytyka mediów masowych, które potrafią być narzędziem ogłupiania i indoktrynacji, a jako takie mogą przecież wspomnianemu systemowi bardzo się przysłużyć. Dziś, ponad pół wieku od wydania powieści nad naszymi głowami nie latają bombowce, a dostępu do książek nikt nam generalnie nie odmawia, ale wizja ogłupiających nas mediów pozostaje przerażająca. Niestety nie jest już to już lęk przed tym, co może kiedyś nadejść, ale coś, co dzieje się na naszych oczach. I nie chodzi nawet o to, że rządzący w tym czy innym kraju mogą wykorzystywać media jako swoją tubę propagandową i kłaść ludziom do głowy co im się żywnie podoba. O wiele lepszym w kontekście powieści przykładem jest żenujący poziom wielu tak zwanych "programów rozrywkowych" jakie ostatnio powstają oraz - co przeraża mnie jeszcze bardziej - ich niemała popularność.

Oczywiście nikt nie zabrania nam zająć się czymś ambitniejszym i nie zmusza do tego, by oglądać jakąś odmóżdżającą papkę w telewizji, ale... u Bradbury'ego też nie zawsze tak było. To ludzie sami oczekiwali coraz łatwiejszych do przyswojenia, prostych treści. Zamiast książki woleli sięgnąć po streszczenie, później po streszczenie streszczenia. Upraszczali, a w końcu w całości odrzucili to, co szumnie nazywamy "kulturą wyższą".
Książka to naładowana broń w sąsiednim domu. Spal ją, rozładuj broń. Rozbij mózg człowieka. Skąd wiadomo, kto mógłby się stać celem oczytanego człowieka?
Czy warto dziś sięgnąć po 451 stopni Fahrenheita? Jasne. Czyta się to dobrze, nie jest przesadnie długie, no i jakby nie patrzeć jest to już klasyka sf. Tylko sięgając po tę powieść nie spodziewajcie się lektury lekkiej i przyjemnej. Przedstawiona wizja świata, tego jak wyglądają relacje między ludźmi (także tymi, teoretycznie najbliższymi) jest więcej niż przygnębiająca. Ale jest też trochę mądrych pytań i refleksji na temat tego kim my, ludzie, jesteśmy, kim możemy i kom powinniśmy być. I jest też płomyk nadziei i to całkiem jasny ;)
Kiedyś będziemy pamiętać tak wiele, że wybudujemy największą cholerną koparkę parową w historii, wykopiemy największy grób wszystkich czasów, wrzucimy do niego wojnę i przysypiemy.
Kto chce, znajdzie sposób. Kto nie chce, znajdzie powód.

Awatar użytkownika
GoodNecromancer
Przewodniczący SMF
Posty:1228
Rejestracja:2009-01-31, 20:35
Lokalizacja:Łódź

Re: 451 stopni Fahrenheita - Ray Bradbury

Post autor: GoodNecromancer » 2020-09-01, 18:12

Bardzo lubię tę książkę. Ona ma dobrze wyważone proporcje między przesłaniami i przemyśleniami odautorskimi a treścią. I dobrze się to czyta jako klasyczną fantastykę socjologiczną poruszającą ważne kwestie, i fabuła jest całkiem wciągająca, pamiętam, że w pewnym momencie wręcz kibicowałem Montagowi. Lubie takie łagodne określenia " że książka "nie jest przesadnie długa", bo w dobie dzisiejszych cegieł ona jest wręcz krótka. Czytałem tę pierwszą polską edycję z lat 50-ych (w sumie ją nawet posiadam), nie wiem jedynie czy wznowienie jest klasycznym wznowieniem, czy zmienił się tłumacz (1-e wydanie tłumaczył Adam Kaska bodajże). W zestawieniu z takim np. "1984" Orwella omówiona przez Ciebie powieść Bradbury'ego - mimo swej mroczności - ma jednak pewną nutę optymizmu, której dziełu Orwella chyba zdecydowanie brakowało.
Reasumując - ten Bradbury to jedna z bardziej wartościowych powieści w historii sf, która w sumie do dziś się nie zestarzała - klasyczne esefy bazujące na osiągnięciach nauki aktualnych w dobie pisania utworu przez autora starzeją sie znacznie szybciej, jednak te opisujące pewne mechanizmy socjologiczne, socjotechniczne itp. nadal całkiem nieźle się bronią. Jednak może i nauka poszła bardzo do przodu, ale mały zwykły człowiek ze swymi "problemami" chyba się wiele nie zmienił.
Ja mogę jeszcze tylko polecić tę powieść Bradburego z uwagi na jej reprezentatywność - w dobie epoki tzw. złotej ery fantastyki anglojęzycznej (lata 40-e i 50-e XX wieku) autor pokazał, że mając pomysł na utwór można napisać coś bardzo wartościowego i nie rozwlekać tego na wielu tysiącach stron tekstu. W tamtej epoce autorzy też pisywali jakieś cykle - 3-częściowe czy nawet liczące więcej tomów, ale każda książka była znacznie chudsza objętościowo, pojedyncza książka liczyła sobie około 250-400 stron formatu paperback.
Necro
aka
Good Necromancer

Awatar użytkownika
Krakov
Arystokrata
Posty:1967
Rejestracja:2010-07-27, 21:44
Lokalizacja:Stąd

Re: 451 stopni Fahrenheita - Ray Bradbury

Post autor: Krakov » 2020-10-05, 23:26

GoodNecromancer pisze:
2020-09-01, 18:12
nie wiem jedynie czy wznowienie jest klasycznym wznowieniem, czy zmienił się tłumacz (1-e wydanie tłumaczył Adam Kaska bodajże).
Tutaj tłumaczyła pani Iwona Michałowska. A skoro już mówimy o tym konkretnym wydaniu, to na uwagę zasługuje znajdujące się w nim posłowie Marka Oramusa, który konfrontuje to, przed czym ostrzegał nas Bradbury z tym, czego doświadczamy obecnie - w mediach, w polityce, w kryzysie słowa pisanego w ogóle. I jest to komentarz równie niewesoły co sama powieść. Może nawet bardziej, bo Oramus nie sili się na zawarcie w nim jakiegoś promyczka nadziei.
Kto chce, znajdzie sposób. Kto nie chce, znajdzie powód.

Awatar użytkownika
GoodNecromancer
Przewodniczący SMF
Posty:1228
Rejestracja:2009-01-31, 20:35
Lokalizacja:Łódź

Re: 451 stopni Fahrenheita - Ray Bradbury

Post autor: GoodNecromancer » 2020-10-27, 00:55

Ooo, dzięki za info - jak będę w jakiejś bibliotece to sobie to posłowie chętnie przejrzę.
Necro
aka
Good Necromancer

ODPOWIEDZ